
Tak wiec olblalem egzamin jaki sam sobie zrobilem. Nie potrafilem napisac jednego, spojnego opowiadania od poczatku do konca. Przez caly luty myslalem, napisalem kilka szkicow ale wszystkie byly beznadziejne. Teraz przez caly marzec zbieralem sie do napisania tego co czytasz, a czytasz slowo koncowe i kolejny wstep.
Moj bohater do dzisiaj zabil sie juz kilka razy, kilka razy popadal w chore szalenstwo i kilka razy go ratowano. Bynajmniej wciaz siedzi tam gdzie siedzial i patrzy na wszystko z gory zastanawiajac sie nad samym soba. Moze kiedys wroce i dopisze pogodna reszta o schodzeniu na dol, a moze nie? Musze sie przyznac, ze zaczalem pisac bo zebralo sie we mnie duzo mysli, ktore mnie zatruwaly i musialem sie ich pozbyc. Pisanie zawsze bylo dla mnie forma swoistej terapii. Tak jak dzieciom z niektorymi problemami pomaga malowanie. Pomoglo i tym razem, teczka zamknieta...
...Otwieram nowa. Zmieniam forme z trudnej sztuki pisania opowiadan na latwiejsza i wygodniejsza dla mnie czyli esej, felieton czy jak kolwiek to sie poprawnie powinno nazywac. Poza tym musze gdzies czasem umieszczac swoje zdjecia. I wlasnie przy okazji zdjec bede pisac. Popularnym jest mowic, iz "kazde zdjecie jest warte tysiecy slow". Na pewno nie bede zanudzac cie takim zdaniotokiem ale postaram sie udowadniac to twierdzenie zdjeciami. Jedne beda lepsze, inne gorsze - zupelnie tak samo jak ludzie.
Krotko. Zblizaja sie kolejne swieta, kolejna wiosna. Swiat odradza sie po raz kolejny, a ja niedawno ustawilem swoja ciemnie. Maly, ciemny pokoj z lekka czerwona poswiata. Tak lubie. Jestem przygotowany na wiosne.



