Tuesday, December 26, 2006

WSTEP


Wiele razy mi się to śniło. Nie potrafiłem jednak wtedy odkryć co to znaczy. Teraz stojąc tu, w miejscu gdzie decyduje o swoim życiu wszystkie wizje senne stały się dla mnie jasne. Czy uważałem ten sen za koszmar? Za pierwszym razem było to straszne, aż obudziłem się zlany potem. Za drugim razem też. Po jakimś czasie przestał mnie przerażać choć cały czas budziłem się na końcu a po ciele przechodziły mnie dreszcze... Przecież to wszystko nie miało sensu... Pościg, ucieczka, upadek. Gdybym wiedział do czego to doprowadzi... Bał bym się! Tak jak teraz się boję. Bał bym się cały czas! Jednak plan Świata został tak ułożony, że nie wiedziałem i dobrze, że tak się stało. Inaczej nie zaszedlbym tak daleko.

Niebo było błękitne, a po nim leniwie sunęło kilka chmur. Trawa mieniła się równie soczystą zielenią co liście na drzewach. Po ogrodzie pewnie unosił się zapach mięty, a na placu bawiły się śmiejące dzieci, których matki nie mogły upilnować. Wszystko to było piękne, wymalowane jak z obrazka. Czemu wcześniej tego nie widziałem? Były tylko wrzeszczące bachory, trawa do skoszenia, drzewa zagradzające przejście i cholerne, upalne słońce... Jak się czegoś nie straci to się tego nie doceni, każdy popełnia ten sam błąd, a On siedzi tam na górze, podaje nam wszystko na dłoni - wystarczy wziąć i się z tego cieszyć, cieszyć, cieszyć... Czy to słowo jeszcze ma znaczenie? Jego sens zgubilem już dawno.

Jednak ja mam zaraz zamilknac na wieki, zbliza się koniec, a każdy koniec skads bierze swój poczatek. Tak, na poczatku było latwo. Szkola...

6 comments:

Anonymous said...

Tylko jedna rzecz w tej notce dodaje mi otuchy... tytul... poniewaz mowi on, ze to dopiero poczatek jakiejs drogi

Anonymous said...

"Nic nie boli tak jak życie..."

Dziwne te słowa, całkiem dla mnie nie jasne. Szarpią jakieś ukryte zakamarki mojej psychiki, czepiają się uciekających ze strachu myśli. Jak wielka łyżka mieszająca zupę przemyśleń.
Mimo wszystko wezmę kęs Twojej notki i spróbuję odgadnąć choć jeden z jej składników.
Sny, fascynują i straszą jednocześnie, sny nieoswojone, przegryzające więzy logiki.
Radość- bańka mydlana, czy raczej zamknięte w owej powietrze.
Milczenie- smutna opowieść w pustej kopercie opartej o szklankę...

Anonymous said...

Mylisz sie, Halszka, nie tylko tytuł dodaje otuchy. Cała notka to zapis doświadczenia bolesnego, ale takiego ,z którego wyciąga się naukę. Utrata czegoś, ale jednocześnie nabycie czegoś innego - świadomości wartości darów Stwórcy. Moim zdaniem takie przeżycia są troche nieprzekazywalne, trzeba je, jak sama nazwa wskazuje, samemu przeżyć, żeby dowiedzieć się, o co w nich chodzi. I to właśnie z takich bolesnych przemian wewnętrznych składa się w największej mierze życie.

Anonymous said...

często po stracie czegoś ważnego, albo szerzej; po jakimś negatywnym doświadczeniu człowiek stara się (podświadomie?) widzieć niedostępną dla siebie rzeczywistość w mocno pozytywnym świetle. Jest piękna, choć wcześniej wydawała się szara. Chyba tylko na pierwszy rzut oka. Jest szara, choć wydaje się piękna. Bachory wrzeszczały jak wrzeszczą, a trawa zapuszczona jest tak samo, albo i bardziej. To nie było nigdy, ani nie stało się nagle wartościowe. To jest, było i będzie normalne, szare, byle jakie. Warto zdać sobie z tego sprawę, chłodno przekalkulować rzeczywistość i będzie git-gitara. ;)

Anonymous said...

-> Baca "mam zaraz zamilknac na wieki" nie wydal mi sie zbyt radosny... i dlatego przeciwstawilam koniec notki z tytulem ;]
czyli te najsilniejsze czesci - jak dla mnie

Anonymous said...

ładne zdjęcie, ale trzeba było wykadrować ten słup!