
- Wczoraj mnie oklamalas. Dzisiaj nic nie wytlumaczylas.
- To nie pierwszy i nie ostatni raz. Dlatego mi ufasz, prawda?
- Wcale nie ufam! Tylko czasem zapominam kim naprawde jestes. Czasem mysle, ze jestes... Niewazne. I tak nie mam dzisiaj sily, zeby z toba rozmawiac, a co dopiero sluchac twoich bez sensownych slow. Ufam ci, tylko... Nie wykorzystuj tego!
- Nigdy. – Kwiaty staly w szklanym wazonie na stole. Naczynie stalo tam od zawsze, a rosliny przyniesiono dzisiaj. Wlasciwie chyba byly to mlode, zielone galezie pokryte zoltym kwieciem. Od dzisiaj przez trzy dni beda czescia tego swiata. Do polowy zanuzone w wodzie, stojac w wazonie beda razem z nim sluchac ich rozmow. Rozmow, z ktorych niewiele zrozumieja, jeszcze mniej zapamietaja. Po trzech dniach zostana wyrzucone, szklo bedzie wymyte, woda zmieniona... Wieczorem beda pachniec juz nowe... Tak juz jest od zawsze i nikt nie zwraca na to uwagi. Dopoki stary wazon nie peknie, nikt sie nim nie zainteresuje, mimo ze wie wszystko. Nawet jesli... Na co komu pekniety wazon? Kwiatow w nim nie mozna trzymac. Ozdoba to zadna. Troche go szkoda, bo stal tu od zawsze ale to nic. Wezma nowy, przeciez to tylko naczynie.
Tylko dlaczego ten wazon? Dlaczego te kwiaty sa takie piekne? Dlaczego znow ten pokoj? Zobacza mnie. Uciekaj. Uciekam. Zobaczyli. Biegna i ja biegne. Nie moga mnie zlapac. Boje sie ich, musze uciec. Schodami w dol. Na dole po lewej beda drzwi, potem drugie a jak juz je przejde to bede bezpieczny. Tylko dobiec na dol. Uciekam. Boje sie!!! Jestem juz na trzecim pietrze. A ty co tu robisz? Musimy uciekac. Schodami na dol, na lewo... Strach. Jestes taki sam, straszny! Nie idz za mna! Szybciej. Musze biec szybciej. Moge skakac co dwa, co trzy, co cztery stopnie. Moge przeskakiwac cale pietro. Troche boli. Drugie. Pierwsze. Zaraz mi sie uda. Ostatni skok. Lece. Gdzie sa schody? Nie! Nie chce spadac w przepasc! Zabije sie! Zgine!!! Dno zbliza sie szybko, zgine. Boje sie. Zgine!!!
Dreszcz bolu przeszedl od stop, ktore piersze dotknely ziemi, rozchodzac sie po caly ciele i znikl rownie szybko jak sie pojawil. W tym samym momencie otworzylem oczy. Nienawidze tego. Nienawidze tak spadac. Kiedys na pewno przez to oszaleje. Postanowilem.
2 comments:
3 pietra, schody... potem na lewo, jedne drzwi, ktore mozna otworzyc - bo zazwyczaj nie sa zamykane na klucz, w drugich trzeba wpierw otworzyc zamek, zeby moc wyjsc...
ten uklad cos mi przypomina...
a ja lubię pęknięte naczynia, nie wyrzucam potłuczonych kubków, chowam je do szafki z postanowieniem, że kiedyś kupie klej do porcelany, że podejmę trud, że odważę się spróbować poskładać wszystkie układanki.. a kawa z pękniętego kubka smakuje najlepiej
tam, gdzie pracuje, też spotykam stare wysłużone naczynia, ostatnio w martwej naturze znalazły się dwie części niebieskiego kubka, są.. natchnieniem
halszka-> "nikt z was nie przypuszczał, że otworzę drzwi taranem, każdą bramę, każdą, pieprzoną bramę"
Post a Comment