Friday, January 12, 2007

ZMIANY


- No chodz sie ze mna pobaw! Skonczylem juz cwiczenia do szkoly i nudzi mi sie strasznie. Zbudujmy wreszcie ten garaz dla naszych samochodow.
- Ja jeszcze nie skonczylem swoich lekcji.
- A kiedy je skonczysz? Chodz, zrobisz je pozniej?
- Nie, daj mi spokoj, nie moge sie skupic.
- Krzysiu...
- Wyjdz, nie rozumiesz!?! Wynos sie stad i zostaw mnie w spokoju! Nie bede sie z toba bawic teraz ani wogole dzisiaj! Spadaj!!! - Dopiero w tym momencie odwrocil swoja glowe, od biurka przy ktorym siedzial, w moja strone i wtedy zobaczylem... Tak wlasnie, wtedy pierwszy raz zobaczylem mojego brata z posiniaczona twarza, lzami w oczach i lekkim tikiem nerwowym lewej brwi. Jakze przykry byl to dla mnie widok, tymbardziej ze nie do konca zdawalem sobie sprawe z tego co sie stalo. Dwoje dzieci, dwoje zagubionych.
- Krzysiek, co sie stalo? Wywrociles sie na wf'ie?
- Tak... Wywrocilem sie na wf'ie, przed polskim...I potknalem sie kilka razy wracajac do domu.
- Idz do mamy.
- Bylem, nie martw sie.
- To dobrze, to ja ci nie bede przeszkadzac. - Zamykajac drzwi jego pokoju zastanawialem sie jak to mozliwe, ze potykajac sie mozna nabic sobie siniaka na twarzy. No i dlaczego Krzysiek dzisiaj wywracal sie tyle razy? Cos mi nie pasowalo do siebie. Male dziecko jeszcze nie wiedzialo jak jest na zewnatrz. Male dziecko jeszcze nie wiedzialo co tam sie dzieje. Male dziecko... Zaczelo swoja droge.

Wlasciwie to nie dlugo zastanawialem sie nad bratem, gdyz zaczalem myslec o ojcu. Dziwilo mnie, ze poprzedniej nocy nie wrocil do domu. Pewnie mial cos waznego w pracy. Mama nic nam nie mowila, wiec pewnie wszystko dobrze. Nad ta kwestia tez nie myslalem zbyt dlugo, bo w koncu zabralem sie za budowe garazu. Mialem dwa rodzaje klockow, zastanawialem sie ktore wybrac.

Zaskakuje mnie rzecz jaka jest pamiec. Gdyby sie mnie ktos zapytal, powiedzialbym ze mam problem z zapamietywaniem odleglych zdarzen. Na szybko nie potrafie sobie niczego przypomniec sprzed dwoch, czterech, osmio lat. Jednak stojac tu, igrajac z losem, przypominam sobie momenty, chwile, uczucia, ba! Mysli nawet moje wlasne! Chociaz najczesciej sa to rzeczy widziane, przezyte pierwszy raz, zostawiajace najmocniejsze wrazenia. Bo ile razy ojca potem nie bylo w domu, a Krzyska zszywali w szpitalu? Tego nie pamietam. Ile chwil ucieklo w zapomnienie? Chwile w niebie zostawily ledwie widoczny slad tak samo jak te w piekle. Chcialem pamietac, zapomnialem.

Zaskakuje mnie rzecz jaka jest pamiec. Gdyby sie mnie ktos zapytal, powiedzialbym, ze nigdy nie mialem problemu z zapamietaniem czegokolwiek. Wzory matematyczne, fizyczne, chemiczne... Wszystkie ukladaly sie w mojej glowie szybko i poprawnie, a wersy wyuczonych wierszy moglbym recytowac, chocby teraz. Raz wybrany pin czy dwa razy wykrecony telefon moglem wydobyc z dna pamieci nawet po bardzo dlugim czasie. Hasla, loginy, adresy, ulice... Wszystko to zostawalo, niczym zapisane w skoroszycie.

Zaskakuje mnie rzecz jaka jest pamiec. Gdyby sie mnie ktos zapytal... Ale nie pamietam by ktokolwiek to zrobil. Wrecz przeciwnie. Pamietam, ze nikt nigdy nie zadawal duzo pytan.

2 comments:

Anonymous said...

dobre i poruszające(nawet nie wiesz jak poruszające)
jak dla mnie(ja mam dziwny gust)trochę za bardzo wprost, za bardzo domknięte, przydałaby się szczelina
zdjęcie genialne:D

Anonymous said...

przypomina mi to troche sytuacje w moim domu... do czasu, az moj brat wyjechal do Anglii... no i teraz zyje swobodnie